- Strona główna
- ---------
- Oferta Klubu
- Aktualności
- Archiwum Imprez
- ----------
- Zarząd GKMLOK
Rejs po Morzu Północnym
Wypłynęliśmy 30.06.07. o godz. 02.00. Odwiedziliśmy Ustke, Bornholm Nexo, Fehmarn, Laboe, Holtenau, Brunsbittell, Cuxhafen, Amsterdam, Ijlseemeer, Brmerhaven, Helgoland. W dziale "Galeria" ukazały się zdjęcia z części rejsu.
Opis z rejsu zrealizowany przez Jędrka
Przygotowania do rejsu rozpoczęły się kilka miesięcy wcześniej. Niestety nabór chętnych do udziału w rejsie szedł powoli i opornie. Na tydzień przed planowanym wypłynięciem było nas tylko 5-ciu chetnych do płynięcia i dlatego realizacja naszego rejsu stanęła pod wielkim znakiem zapytania. W ostatniej chwili udało się namówić do udziału kilku kolegów klubowych. Ostatecznie dnia 30.06.2007. roku o godzinie 02.00 wypłynęliśmy w 9 osób. Kpt. Sławek Wyszyński „Paskuda”, I-szy Bogdan Czajkowski „Boguś”, II-gi Andrzej Firyn „Jendrek”, III-ci Włodzimierz Michalski „Włodek” , IV-ty Tomasz Krawczyński „Tomuś”, załoganci: Zenon Fereniec, Andrzej Krawczyński, Wiesław Wysocki nazwany przez kapitana „Wichurą” i Marek Kuśmierczyk.
Załoga na burtę meldowała się już od godz. 11-tej dnia 29.06.2007.
Do południa na jachcie wykonywaliśmy jeszcze wykończeniowe roboty malarskie. Od rozpoczęcia robót malarskich przed dwoma tygodniami, codziennie gdy tylko na Stenię weszło się z pędzlem, to po max 4 godzinach zaczynał padać deszcz. Niektórzy z nas widzieli w tym fakcie jakieś fatum lub zły omen. Ale to chyba STENIA nie lubi pędzla.
Przygotowany jadłospis oraz lista zakupów została jeszcze w nocy 28.06.2007 poprawiona i zatwierdzona przez kapitana tak aby z rana można było zrobić zaopatrzenie. Dnia 29.06.2007. piątek zjeżdżającej się załodze udało się doprowadzić jacht do takiego stanu, że rozpoczęliśmy ształowanie naszych zapasów żywnościowych. Koledzy przywieźli je dwoma samochodami. Poprosiłem aby je najpierw wypakować na pomost abym mógł oszacować potrzebną przestrzeń ładunkową. Po przygotowaniu skrytek w zęzach pod messą wyjrzałem na pomost i zdębiałem. W głowie usłyszałem pytanie: gdzie ja to wszystko poukładam?. Usiadłem na pomoście naprzeciw zapasów żywnościowych i popatrzyłem na nie. Patrzyłem tak przez pół godziny. Następnie wyjąłem kartkę i długopis. Zrobiłem szkic bakist i skrytek zęzowych i przy pomocy młodych klubowych kolegów: Michałka Steinhardta i Filipka Bieńczak rozpocząłem ształowanie. Ponieważ strach ma wielkie oczy okazało się, że po zaształowaniu żywności pozostały jeszcze puste nie wykorzystane bakisty. Kilka dni wcześniej wysiadła na jachcie lodówko zamrażarka i jej brak od kilku dni spędzał nam(kapitanowi i mi) sen z powiek. Zadawaliśmy sobie ze Sławkiem przez kilka dni pytanie, co zrobić z surowym mięsem nie bawiąc się w wekowanie. Postanowiliśmy je zasolić. Tak jak solono mięso w dawnych czasach gdy nie było lodówek i nie znano innych sposobów konserwowania mięsa. Zasoliłem wieprzowinkę schab b/k, karkówkę b/k, szynkę b/k, łopatkę b/k. Później okazało się,że był to dobry pomysł. Mięso wytrzymało 19 dni w zalewie solnej wymienianej co 8 dni.
O godzinie 01.30 dnia 30.06.2007r jacht był gotów do wypłynięcia. Krótka odprawa, podział załóg ostatnie dyspozycje wydane przez kapitana i nasza STENIA o godzinie 02.00 wyruszyła w rejs do Amsterdamu i na wody pływowe. Założenie główne było takie: jak najwięcej czasu spędzić na Morzu Północnym żeglując po wodach pływowych i zaliczać staż na „morsów”.
Z Gdańska udaliśmy się do Władkowa następnie do Ustki, gdyż tam zdecydowaliśmy się wykonać odprawę graniczną przed opuszczeniem naszych wód terytorialnych. W drodze do Władkowa przeprowadzono szkolenia: p.poż., alarmu człowiek za burtą oraz alarmu opuszczenia jednostki.
Do Ustki zawinęliśmy o godz 23.55. Spotkaliśmy się z kilkoma znajomymi mieszkającymi tutaj na stałe oraz spędzającymi wakacje. Po kilkudziesięciu minutach gorących powitań, uścisków a następnie pożegnań poprosiliśmy o odprawę graniczną. Odprawa o godzinie 01.00 przebiegła bardzo sprawnie i szybko wg standardów europejskich. Po minięciu główek Ustki postawiliśmy bezan żagiel i grot żagiel obierając kurs na Nexo. W Nexo zatankowaliśmy paliwo. Jendrek przejrzał na grot maszcie takielunek stały, wszelkie mocowania i bloczki a Boguś na bezan maszcie poprawił elektrykę i kabel antenowy UKF. Włodek spędził w maszynie 6 godzin wymieniając jabsko. Zamieniliśmy starą genuę na nowo uszytą i większą o 5m², którą w Gdańsku odebraliśmy z żaglowni w ostatniej chwili przed wypłynięciem. Postawiliśmy ją i sprawdziliśmy jak się układa i pracuje. O godzinie 17.50 odpaliliśmy diesel grota i ruszyliśmy w stronę Holtenau. O 18.40 zmieniliśmy kurs na 256º postawiliśmy grot żagiel i bezana. Następnego dnia ok. 06.00 w oddali dostrzegłem Arkonę czyli niemiecki brzeg. Zbliżywszy się na 4-5 mil do niemieckiego brzegu zauważylismy coraz szybciej zbliżająca sie w naszym kierunku motorówkę. Okazało się,że to niemiecka „Pass Kontrol”. O godz. 09.45 uprzejmi urzędnicy abordażowali naszą Stenię i przeprowadzili kontrolę paszportową. Po 20 minutach wykonawszy swoje obowiązki „Pass Kontrol” odpłynęła w stronę innego żaglowca płynącego za nami jakieś 2 mile a my popłynęliśmy w stronę mostu Fehmarn. Po 6 godzinach naszła nas ochota na świeżą rybkę. Wyjęliśmy wędki i zarzuciliśmy w morskie głębiny. Po godzinie mieliśmy na pokładzie 3 dorsze i 6 niezidentyfikowanych ryb o długości od 0,5 m do 0,8 m. Ja niestety nie złapałem żadnej ryby zamiast tego co chwila wyciągałem z wody takie stworzonka podobne do malutkich rozgwiazd lecz całe czerwone lub dziwne kulki wyglądające jak oczy jakiegoś skorupiaka. Szybko sprawiłem rybki i po posoleniu wrzuciłem na patelnię. Taka świeża ryba była rewelacyjna. Podejrzewam, że gdyby było więcej tych ryb to musiałbym je smażyć całą noc a załoga by jadła jadła i jadła. Blisko zachodu słońca przeszliśmy pod mostem Fehmarn i obraliśmy kurs na Laboe leżący nad zatoką Kilońską. Po zachodzie słońca Kapitan Sławek udał się na spoczynek a wachta IV objęła wachtę w sterówce. Powiedzenie żeglarskie „ gdy się ściemni to się rozjaśni” sprawdziło się w 100%. Po raz pierwszy w nocy zauważyliśmy tak dużą ilość statków zdążających w tym samym kierunku co my. Samodzielne nawigowanie oraz rozpoznawanie światełek sprawiło nam wielką frajdę i satysfakcję. Do Laboe weszliśmy o 01.30. Po 6 godzinach snu rozpoczęliśmy zwiedzanie miasta większą część czasu spędzając w muzeum U-995 oraz mauzoleum ofiar I i II wojny światowej na morzu. Z Laboe wykonaliśmy krótki przeskok do Holtenau. Na miejsce w małej śluzie czekaliśmy około 20 min.
Śluzowanie przebiegło szybko i sprawnie i po jakiś 15 minutach byliśmy już na Kanale Kilońskim. Przepływając kanał podziwialiśmy widoki i mijające nas statki. Pogoda była pod psem. Pochmurno i mżawka przeplatana gwałtownymi opadami deszczu. Nocna żegluga jednostek turystycznych na kanale jest zabroniona. Podczas śluzowania obsługa wręczyła nam skserowane lokalne przepisy na Kanale Kilońskim dotyczące jednostek turystycznych. Były w nich zamieszczone daty i przypasowane do nich godziny w których jednostki turystyczne mogą pływać po Kanale. Mieliśmy farta ponieważ początek lipce to długie dni a krótkie noce. Mieliśmy do dyspozycji dużo czasu od świtu do ciemności na pływanie po kanale. Około 22-giej znaleźliśmy miejsce postojowe. Troszkę niefortunne. Okazało się, że stanęliśmy na miejscu dla policji. W wyniku tegoż trzeba było ruszyć w dalszą drogę pomimo zapadających ciemności. 7 mil dalej czyli o godzinę drogi na zachód zatrzymaliśmy się przy wielkich zakładach produkujących paszę. Stróż uprzedził nas ,że o piątej rano przyplywa statek ze zbożem i musimy do tego czasu opuścić miejsce postoju. W planach mieliśmy kontynuowanie drogi od godziny 02.30 tak jak na to pozwalały przepisy. Wachta służbowa po cichu około 2 -giej przygotowała maszynę do odpalenia i równo o 2.30 ruszyliśmy w dalszą drogę. Ten ostatni odcinek drogi na kanale mnie ominął. Spałem tak mocno, że dopiero przed wejściem do śluzy w Brunsbittel mnie obudzono. Była godzina 4.30. Zależało nam na tym aby załapać sie na najwyższą wodę i razem z odpływem wyjść na Pólnocne. Chęci i zamierzenia , owszem były. Niemiecka dokładność i precyzja obliczeń czasu potrzebnego do przepłynięcia kanału niemieckiej policji wodnej nie dawała spokoju. Kapitan Sławek musiał złozyć wyjaśnienia na temat: w jaki sposób i dlaczego tak szybko przepłynęliśmy Kanał? Półgodzinna dyskusja z Kanalpolizei w trzech językach angielskim, niemieckim i polskim pomogła. Kilka minut po planowanym czasie wypłynęliśmy na wody Elby i Morza Północnego . Odpływ + prąd rzeki tak pomogły naszemu 30-letniemu silniczkowi DELFIN, że "momentalnie" wpłynęliśmy do Cuxhaven. Do mariny Yachthafen Cuxhaven weszliśmy tylko po to aby zaliczyć wejście i wyjście wymagane wg przepisów do podniesienia naszych stopni żeglarskich. Przygotowałem ciepłe jedzonko. Zjedliśmy w porcie i w dalszą drogę. Prognozy meteo zapowiadały zbliżające sie sztormy. Szybkie przeliczenie czasu potrzebnego na przejście do Ijmuiden + poprawka na ewentualne coś i konsternacja. Okazało się, że możemy nie zdążyć przed nadciągającymi sztormami. Chociaż mieliśmy awaryjny plan drogi śródlądziem, decyzja była jedna. Do Amsterdamu wzdłuż wysp Fryzyjskich. W drodze gdy wiało 6 B wyrwał sie róg halsowy od nowej genui. Na forsztagu zmieniliśmy nową genuę na starą a na sztagu założyliśmy małego foka. 5-6 stopni B utrzymało się prawie do samego Ijmuiden. Na noc dobrym zwyczajem duże sztaksle zmienialiśmy na mniejsze a grota refowaliśmy na 1-szy ref. Dopiero przed Ijmuiden zaczęło solidniej dmuchać. Korzystny kierunek wiatru, jego siła oraz prądy powodowały że Steniulka osiągała momentami 10 - 11 węzłów. W dniu wejścia do Ijmuiden na mojej wachcie rano po śniadanku postawiliśmy wszystkie żagle i na GPSie speed zaczął wzrastać. 6 Knotów. Po chwili 7 knotów. Szkwalik i już 8 knotów. Zjazd z większej falki i mamy 9 knotów. Chwila ustabilizowania sie prędkości, nowy szkwał Stenia się pochyliła, stęknęła i mamy 10 knotów. W sterówce przed GPSem zebrało się kilka osób i śledzą wskazania. Raptem usłyszałem jeszcze jeden stęk Steni i na GPSie mignęło 11 K. Po chwili na ekranie 10,8 K utrzymało się przez dłuższy czas. Przed samym Ijmuiden zaczęły sie porywiste szkwały więc zwinęliśmy dużą genię i pozostaliśmy na foczku. Na godzinę przed główkami Ijmuiden cała załoga stanęła gotowa do pracy na pokładzie. Wchodząc w główki, sprzątnęliśmy wszystkie żagle, szczęśliwi i zadowoleni, że sztorm nas nie doszedł na morzu. Minęliśmy główki podpłynęliśmy pod śluzę i w tym momencie zaczęły się ........ dziwne zdarzenia. Zacumowaliśmy przy śluzie. Iszy pobiegł do po informacje o otwieraniu śluzy i opłatach do biura obsługi. Wrócił po pięciu minutach zdyszany wołając, że odrazu mamy płynąć do śluzy. Będziemy od razu śluzowani. Na pytanie ile trzeba płacić , odpowiedział, że w Holandii wszelkie śluzowania są za darmo. Konsternacja i zdziwienie załogi było niesamowite. Przypomniały nam chwile kontaktów z naszymi śluzowymi i opłatami za usługęśluzowania.